Rezerwa 126p | II Beskidzki zlot Fiata 126p – relacja
21365
post-template-default,single,single-post,postid-21365,single-format-standard,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,select-child-theme-ver-1.0.0,select-theme-ver-3.8.1,menu-animation-underline,wpb-js-composer js-comp-ver-5.1.1,vc_responsive

II Beskidzki zlot Fiata 126p – relacja

Zlot dla nas rozpoczął się jeszcze przed zlotem, bo w czwartek wieczorem w deszczu przyjechaliśmy do Chorzowa, w którym czekali na nas Szaman z Sarą i Chudy z Rudym. Szamany przyjęły nas jak najbliższą rodzinę, Sara zrobiła pyszne kanapki, uwieczniliśmy nasze wysokości przy ścianie i rozmawialiśmy do późnej nocy.

DSC_4673

W piątek po południu wyruszyliśmy w dwa maluchy do Pszczyny, w której spotkaliśmy się z Bonusem, Dejwem i Mickelem i razem pojechaliśmy do Żywca. Na campingu rozpakowaliśmy się i podjęliśmy próbę zawieszenia banneru Rezerwy na naszym domku. Próba była bardzo ambitna i zakładała podwieszenie bannera nad daszkiem nad drzwiami, oraz opasanie całego domku sznurkiem. Po próbach, w które zaangażowane było 5 osób i które trwały dwie godziny byliśmy zmuszeni poddać się i ułożyć plakat w reprezentacyjnym miejscu na trawniku.

DSC_4698
Próby zawieszenia banneru.
Próby zawieszenia banneru.
DSC_4700

Po zakończeniu walki z bannerem tradycyjnie rozpaliliśmy grilla i odpieczętowaliśmy butelki z alkoholem (polskim, nie czeskim). Po kilku toastach (między innymi za rezerwę, za bonusa i za wszystko) chwyciliśmy kieliszki i butelki w dłonie i śpiewając głośno „przeżyj to sam” poszliśmy z nimi na sąsiedni camping, aby zapisać się na zlot. Po drodze wznosiliśmy liczne toasty i pieśni, przy czym głośność śpiewów rosła odwrotnie proporcjonalnie do ilości alkoholu w butelkach. Przy okazji spożywania alkoholu oficjalnie do grona rezerwistów włączyliśmy Kubę,

DSC_4711
DSC_4728
Wycieczka na Lagunę.
Wycieczka na Lagunę.

Err i Dżordż wydawali się być lekko zaskoczeni, gdy w ich domku pojawiło się nagle dziesięć rozśpiewanych osób, które domagały się rejestracji i szybko zaprosili nas do wielkiego namiotu, w którym dostaliśmy formularze do wypełnienia.

Inwazja na domek organizatorów.
Inwazja na domek organizatorów.
DSC_4740

Po wypełnieniu papierków Bonus podjął się własnoręcznego powieszenia banneru na drzewie, na co są dowody w postaci zdjęć. Chwilę później w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach znaleźliśmy się w okolicy domku Węgrów, z którymi wykończyliśmy wszystkie posiadane alkohole wysokoprocentowe.

Dzielny Bonus sam poradził sobie z powieszeniem banneru.
Dzielny Bonus sam poradził sobie z powieszeniem banneru.
DSC_4782
Integracja z Węgrami.
Integracja z Węgrami.

W tym samym czasie, lub też chwilę później zlokalizowaliśmy przepyszne piwa raciborskie, które do Żywca przywiózł Bonus. Były one na tyle silne, że spowodowały śpiewy z okna na strychu, oraz konkurs na to ile osób zmieści się w szafie.

Wieczorne serenady z okna...
Wieczorne serenady z okna...
DSC_4821
...oraz konkurs na ilość osób w szafie.
...oraz konkurs na ilość osób w szafie.

Chwilę po tym poległ Bonus, który wraz z Pumexem padł w pełnej odzieży na łóżko i nie ruszył się do rana. Pumexiu natomiast po pewnej chwili przebudził się i spotkał Szamana, który powiedział że idzie się kąpać. Pumex, podchwycił ten pomysł, ochoczo pobiegł na strych po piżamę, ręcznik i kosmetyczkę.

W łazience okazało się, że nie ma w ogóle ciepłej wody. W pumexowej głowie tkwiło jednak przekonanie o absolutnej konieczności umycia się, więc stanął pod lodowatym prysznicem i umył włosy szamponem. Po długiej kąpieli wróciliśmy do domku i padliśmy do łóżek.

Równolegle do tych wydarzeń trwała integracja z Węgrami. Polegała ona między innymi na nauce języka węgierskiego, jednak to zadanie przerosło Kapsla i Mickela. Natomiast Węgrzy bez problemu wypowiadali coraz to śmieszniejsze kwestie po polsku. Zabawa trwała do późnej nocy. Po powrocie do domku Kapsel wraz z Mickelem zastali zwłoki trzech ciał w osobach Pumexa, Bonusa i śpiącego na siedząco (!) Dejwa.

DSC_4847
Śpiący Dawid + reszta zwłok.
Śpiący Dawid + reszta zwłok.

Rano na campingu pojawiła się ekipa z Sosnowca. Przywitaliśmy się, zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy na Górę Żar, na której spotkaliśmy resztę zlotowiczów i mieliśmy okazję podziwiać niesamowite górskie widoki.

DSC_4854
DSC_4863
DSC_4908
DSC_4934
DSC_4855
Wyprawa na górę Żar.
Wyprawa na górę Żar.
Rezerwa na krańcu świata.
Rezerwa na krańcu świata.

Z góry kolumną maluchów pojechaliśmy na żywiecki rynek, po zaparkowaniu na nim poszliśmy na pyszną pizzę, a później rozmawialiśmy ze spotkanymi zlotowiczami i oglądaliśmy samochody.

DSC_4963
DSC_5013
DSC_4966
DSC_5029

Z rynku pojechaliśmy na parking przy amfiteatrze, na którym odbywała się próba sprawnościowa, konkurs z wiedzy o 126p, oraz wspólne zdjęcie z lotu ptaka, na którym maluchy zlotowiczów układały się w napis „126p”.

DSC_5060
DSC_5110
DSC_5133
DSC_5158
Lajkonik szoruje kołpakiem po asfalcie.
Lajkonik szoruje kołpakiem po asfalcie.
DSC_5122
DSC_5155

W atrakcjach na rynku i przy amfiteatrze niestety nie uczestniczyli rezerwiści z Sosnowca i Curek, bo w tym czasie walczyli z awarią alternatora w bisie Delmuta, oraz z maglownicą w maluchu Łobuza. Gdy wróciliśmy na camping, nasi koledzy byli już w stanie wskazującym na spożycie alkoholu i sprawiali wrażenie niesamowicie szczęśliwych. Dodatkowo czekała na nas niespodzianka w postaci zabarykadowanych drzwi do domku. Przed drzwiami stała huśtawka i kempingowy stolik, które nie dość, że były obwiązane sznurkiem, to dodatkowo zostały wysmarowane pastą do zębów. Sprawcami okazali się Węgrzy.

DSC_5162
Wojna polsko-węgierska.
Wojna polsko-węgierska.

By tradycji stało się za dość, rozpaliliśmy grilla, a chwilę później śpiewaliśmy już wszystkie znane nam polskie pieśni, pobiliśmy ubiegło dniowy rekord w ilości osób zmieszczonych w szafie i zastanawialiśmy się nad zemstą wobec Węgrów. Dodatkowo Kapsel skonstruował rebus (niestety na zdjęciach dość mało widoczny):

DSC_5194
Rozwiązanie rebusu: Curek, ogórek, kiełbasa i sznurek. (niestety fotografujący był w takim stanie psychofizycznym, że niestety nie dał rady uchwycić ogórka na zdjęciu)
Rozwiązanie rebusu: Curek, ogórek, kiełbasa i sznurek. (niestety fotografujący był w takim stanie psychofizycznym, że niestety nie dał rady uchwycić ogórka na zdjęciu)
Kolejne rekordy dotyczące szafy.
Kolejne rekordy dotyczące szafy.

Chwilę później znów znaleźliśmy się na dworze, gdzie w kilkanaście osób oglądaliśmy Kilera, recytując z pamięci wszystkie dialogi. Jeśli wcześniej Węgrzy nie wątpili w nasz stan psychiczny, z pewnością zrobili to właśnie w tym momencie. Niestety, nasz wieczór filmowy został niespodziewanie przerwany przez Curka, który postanowił zapewnić zlotowiczom kilka chwil niesamowitej zabawy, kosztem własnych 400 zł. Obiektem zainteresowania Curka okazały się być dwie duże gaśnice, jak się okazało nadspodziewanie sprawne. I tak o to cały kemping łącznie z Węgrami (w których w ramach odwetu została wymierzona jedna z gaśnic) znalazł się na dłuższą chwilę w białym obłoku. Niestety, nie posiadamy żadnych zdjęć z tych wydarzeń.

Po „drobnej” reprymendzie właściciela kempingu wszyscy grzecznie posprzątali i wrócili do swoich domków. W jednym z nich Dawid jak co wieczór zasnął na siedząco.

Dawid znowu w swojej ulubionej pozycji.
Dawid znowu w swojej ulubionej pozycji.

Niedzielny poranek zaczęliśmy od usuwania skutków wczorajszej akcji gaśniczej i pakowania się. Curek postanowił wygłosić przemówienie, w którym pragnął przeprosić wszystkich, którzy ucierpieli psychicznie i fizycznie przez jego wybryki (prawie jak na wycieczce klasowej).

Oficjalne przeprosiny Curka :)
Oficjalne przeprosiny Curka 🙂

Złożyliśmy podpisy na pamiątkowym pocissssku… pamiątkowym obelisssku, po czym wyruszyliśmy w kierunku Kozubnika. Niestety, zaraz po wyjeździe z kempingu Maluch Synchra zgasł i odmówił dalszej współpracy. Rozpoczęło się szukanie winowajcy: podejrzenia padały na wyładowany akumulator, brak ładowania, zepsuty rozrusznik, uszkodzoną cewkę, aparat zapłonowy, a maluch był odpalany na pych, a następnie doganiany przez resztę kolumny tyle razy, że niewiele brakowało a wkrótce tym sposobem dotarlibyśmy do Kozubnika. W końcu udało nam się zlokalizować awarię – uszkodzony przewód od rozrusznika, który momentami zwierał do karoserii i powodował zanik iskry. Na szybko założyliśmy maluchowi bypassy i pojechaliśmy dalej.

Jeden robi, reszta patrzy.
Jeden robi, reszta patrzy.
Bypassy w Maluchu Synchra.
Bypassy w Maluchu Synchra.
Niektórzy z nudów wyruszyli na grzybobranie, jak widać na powyższym zdjęciu z pozytywnymi skutkami.
Niektórzy z nudów wyruszyli na grzybobranie, jak widać na powyższym zdjęciu z pozytywnymi skutkami.

Niestety naprawa nie zadziałała na długo. Po kilku kilometrach znów znaleźliśmy się na poboczu. Część osób dalej naprawiała synchrowy pojazd, część dbała o bezpieczeństwo na drodze, a część (w sumie to tylko Dawid) dbała o żołądki rezerwistów i poszła zdobywać pożywienie.

Po co pchają, jak jest z górki?!
Po co pchają, jak jest z górki?!
Starszy sierżant Chmielu z suszarką.
Starszy sierżant Chmielu z suszarką.
Po co pchają, jak jest z górki?!
Po co pchają, jak jest z górki?!

Pojazd został definitywnie, aczkolwiek tymczasowo naprawiony dzięki całkowitym odłączeniu instalacji elektrycznej i zastąpieniu jej zewnętrznym akumulatorem zasilającym jedynie cewkę. Pozwoliło nam to, tym razem już bez niespodzianek, dojechać do Kozubnika – opuszczonego kompleksu hoteli, zamkniętego w latach 90.

DSC_5291

Na miejscu zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia „z lotu ptaka”, pożegnaliśmy się z uczestnikami i organizatorami zlotu (Pumexio zdążył jeszcze odebrać nagrodę za największą odległość pokonaną na zlot) i rozpoczęliśmy zwiedzanie opuszczonych budynków. Jak się okazało, było warto – niektórzy znaleźli w nich pełnowartościowe części do maluchów, a widoki jakie rozpościerają się z ruin są niesamowite.

DSC_5309
DSC_5323
DSC_5328
DSC_5331
Nagroda dla Pumexa za przebycie największej odległości na zlot.
Nagroda dla Pumexa za przebycie największej odległości na zlot.
DSC_5347
DSC_5360
DSC_5365
DSC_5369
DSC_5373
DSC_5379
DSC_5383
DSC_5320
DSC_5325
DSC_5329
DSC_5336
Pamiątkowe zdjęcie z Kozubnika.
Pamiątkowe zdjęcie z Kozubnika.
DSC_5352
Niektórzy znaleźli całkiem niezłe fanty.
Niektórzy znaleźli całkiem niezłe fanty.
DSC_5366
To kto skacze?
To kto skacze?
DSC_5378
DSC_5380

Po wyjściu z budynków przyszedł czas na pożegnanie. Synchro, Wojtek, Curek, Chmielu, Kargul, Sonia, Łobuz i Bożenka, a także Amor z Justyną i Iwem pojechali w kierunku Sosnowca, a Kapsel, Pumex, Bonus, Szaman, Sara, Mickel i Dawid w kierunku Pszczyny. Po drodze zachaczyliśmy o fabrykę Fiata w Bielsku-Białej, a także zjedliśmy obiad w McDonaldzie w Czechowicach Dziedzicach. W Pszczynie ze smutkiem rozdzieliliśmy się na dwie grupy – jedną jadącą dalej na Śląsk i drugą, jadącą w kierunku Łodzi.

Powrót do korzeni.
Powrót do korzeni.
Zdrowe odżywianie :)
Zdrowe odżywianie 🙂
DSC_5392
DSC_5398

odsumowując, zlot uważamy za bardzo udany. Świetna organizacja, ciekawy program i oczywiście jak zawsze super ekipa pozwoliły nam na świetną zabawę i mnóstwo niezapomnianych wrażeń.  Mamy nadzieję, że za rok znów zobaczymy się w Żywcu!

 

Więcej zdjęć ze zlotu:

 

zdjęcia Kapsel & Pumex

Opublikowany przez Rezerwa 126p na 19 września 2012

 

zdjęcia Curka

Opublikowany przez Rezerwa 126p na 18 września 2012

 

Relacja: Kapsel & Pumex

Zdjęcia: Kapsel & Pumex, Curek

No Comments

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d bloggers like this: